Friz stał się chciwy

Opublikowano 13.12.2023

Frizoluszek na tle monet

Od kiedy Ekipa wybiła się na Youtube, Friz z pewnością nie może narzekać na brak pieniędzy. Mimo tego, kilka jego wpadek z końca listopada pokazało, że wciąż jest chciwy. Część jego stałych widzów ta chciwość uraziła.

Płatne media społecznościowe

Pierwszym z serii przejawów chciwości Friza, był post na portalu X, w którym stwierdził, że media społecznościowe powinny wprowadzić chociaż jakąś małą jednorazową opłatę za założenie konta lub możliwość publikowania. Miałoby to ograniczyć zmasowany hejt, jakiego niedawno doświadczył Dawid Myśliwiec. Friz poparł pomysł Elona Muska, który chce wprowadzić taką jednorazową opłatę na przejętym przez siebie Twitterze zmienionym w X. Tyle tylko, że Elonowi wcale nie chodziło o zmniejszenie hejtu. Podstawowym celem wprowadzenia opłat za rejestrację miało być ograniczenie dostępu do Twittera botom, które scrapują z niego posty, aby uczyć nim modele tekstowe AI podobne do ChatuGPT. Gdy Elon przejął władzę nad Twitterem, dość szybko zorientował się, jak duża część ruchu na stronie pochodzi od botów zbierających tekst i wprowadził dzienny limit liczby wyświetlonych postów. Musk ma w planach zrobienie własnego płatnego modelu AI, który nauczy danymi z portalu X, więc nie chce dzielić się z konkurencją. Po drugie, chodzi o zarobienie dodatkowych pieniędzy. Nawet mała opłata, zebrana od wystarczająco dużej liczby użytkowników, może zdecydowanie poprawić budżet X. W takim modelu biznesowym długo działał przecież WhatsApp, zanim został przejęty przez Zuckerberga. Kosztował jednego dolara rocznie i nie miał żadnych reklam.

Korporacje prowadzące social media mają tendencję do kopiowania od siebie rozwiązań, które u konkurencji dobrze się przyjęły. Abonament Twitter Blue zaraz doczekał się odpowiednika w postaci Meta Verified. Jeśli Musk wprowadzi płatną rejestrację i przełoży się ona na dobre wyniki w sprawozdaniu finansowym, to możemy być pewni, że możliwość publikowania treści na Facebooku, Instagramie, Tiktoku i Youtube też za jakiś czas będzie płatna. Obudzimy się w świecie, gdzie każdy będzie płacił mnóstwo drobnych abonamentów za każdą usługę dostępną w internecie. Dla Friza byłoby to obojętne, bo przy jego dochodach te abonamenty nie byłyby odczuwalne. Klasa biedna jednak je odczuje.

Post Friza na X

Czy opłata zredukuje hejt?

Ludzie mają większą potrzebę pisania złych opinii niż dobrych. Może się o tym przekonać każdy, kto prowadzi firmę posiadającą profil na Google Maps lub sklep internetowy. Jak ktoś jest zadowolony z zakupionego produktu, uznaje to za stan domyślny, że tak powinno być i nie pisze żadnej opinii. Natomiast jak ktoś kupi wadliwy produkt, to musi wylać swoją złość w internecie. Wprowadzenie opłat może przynieść efekt nawet odwrotny od oczekiwanego przez Friza. Ludzie, którzy dotychczas pisali dobre komentarze, nie kupią płatnej subskrypcji, bo nie jest im ona tak bardzo potrzebna. Znajdą się za to zdeterminowani hejterzy, którzy zapłacą, żeby pisać hejt, a gdy dostaną bana, zapłacą za kolejne konta. Na streamach Daniela Magicala, widzowie płacili za donejty, aby w ich treści hejtować Gosię. Pisanie hejtu daje niektórym ludziom taką satysfakcję, która jest warta zapłacenia za rejestrację konta lub wysłania donejta.

Czy obecnie social media są darmowe?

To, że nie musimy wysyłać co miesiąc przelewów do Mety albo Google nie oznacza, że obecnie social media są oferowane za darmo. Wielkie korporacje, które nimi zarządzają, to nie organizacje pożytku publicznego, tylko biznesy, których głównym celem jest generowanie zysku. Zarabiają one na naszych danych osobowych oraz naszej uwadze. Używają danych do dopasowania reklam, a następnie te reklamy zabierają cenny czas z naszego życia. Jak mówi znane przysłowie, czas to pieniądz. Media społecznościowe z miesięcznym abonamentem, ale za to zapewniające prywatność i brak reklam, wcale nie musiałyby być gorsze od dotychczasowego sposobu działania. Model biznesowy nazywany Użytkownik jest produktem wyrządza ludziom liczne szkody, z których najbardziej widoczna jest fala zachorowań na depresję wśród młodzieży.

Finał Genzie za paywallem

Drugą wpadką Friza była publikacja dwóch finałowych odcinków Genzie nagranych w Afryce za paywallem w serwisie Canal+. Ten przejaw rzekomej chciwości był realnie odczuwalny dla widzów, w przeciwieństwie do posta na X. Finałowa seria Genzie składała się z dwunastu odcinków, z czego dziesięć było za darmo na Youtube. Publikacja odcinków o numerach 11 i 12 za paywallem sprawiała wrażenie, jakby to najważniejsze dwa odcinki z finału były dostępne jedynie dla bogatszej części społeczeństwa. W rzeczywistości jednak były to odcinki bonusowe, nieistotne dla fabuły kanału Genzie. Pomijając je, widzowie nie mieliby problemu z połapaniem się, co dzieje się w kolejnych odcinkach na Youtube. Nie wydarzyło się na nich nic znaczącego. Przyczyną tej wpadki, było złe zakomunikowanie widzom, czym są te dwa dodatkowe odcinki. Gdyby nieco przerobić ich formułę i nazwać je Behind the scenes, nikt nie uważałby Friza za chciwego.

Czy Genzie może działać za darmo, ku uciesze fanów?

Kanał Genzie należy do spółki Ekipa, notowanej na warszawskiej giełdzie. Każda spółka giełdowa musi dążyć do zwiększenia swojej wartości lub wypłaty zysku w postaci dywidend. Urzędnicy z KNF czytają sprawozdania finansowe i obserwują, czy tak faktycznie się dzieje. Jeśli Ekipa, zamiast zarabiać pieniądze, zapewniałaby darmową rozrywkę swoim stałym fanom, KNF uznałaby to za działanie na szkodę spółki i Friz oglądałby świat zza krat. Tym razem prawdziwych, a nie w ramach challengu skopiowanego od MrBeasta. Poza tym, nagrywanie kontentu dla dzieci, raczej nie sprawia frajdy dorosłym ludziom, którzy prowadzą Ekipę i Genzie. To mogła być ich pasja w pierwszym roku ekipy. Gdy nagrywali rok daily, było widać autentyczne zaangażowanie. Obecnie jest to po prostu ich etatowa praca.

Podsumowując, płatne social media nie robiłby Frizowi różnicy przy jego poziomie dochodów. Byłyby jednak uciążliwe dla biedniejszej części społeczeństwa. Płatny finał Genzie miał na celu maksymalizację zysków spółki, aby pracujący nad nim ludzie dostali godziwe wynagrodzenie, a akcjonariusze zysk przy sprzedaży akcji.